Wojenna zagadka. Gdzie ukryto obraz św. Józefa?

Nie ma chyba w naszym regionie bardziej zagadkowego kościoła, niż ten w Popowie Ignacewie w gminie Mieleszyn. Świątyni, mimo, iż młoda – konsekrowana w 1936 r. – do dzisiaj skrywa wiele sekretów związanych zarówno z jej fundatorem, Franciszkiem Saskowskim, w okresie międzywojennym właścicielem Popowa Ignacewa, jak i z wydarzeniami z okresu II wojny światowej. Dzisiaj pochylę się nad jedną z największych zagadek tego kościoła… Zniknięciem obrazu św. Józefa…

Początki świątyni
Kamień węgielny pod budowę kościoła w Popowie Ignacewie poświęcono i wmurowano 11 czerwca 1933 r., a dokonał tego ks. bp Antoni Laubitz (znak po konsekracji znajduje się z tyłu kościoła – patrząc od strony plebanii).

Rok wcześniej Franciszek Saskowski napisał list do Kurii Metropolitalnej z prośbą o zgodę na budowę tejże światyni. Jakie były powody? Nieoficjalnych jest kilka, oficjalny jeden. – Miejscowość w której zamieszkuję, Popowo Ignacewo, ma bardzo daleko do kościoła parafialnego w Kołdrąbiu. Dlatego mam zamiar postawić w Popowie Ignacewie kościółek na 500 dusz, aby tym samym ułatwić moim ludziom i okolicy, która ma także daleko do Kołdrąbia, wypełnianie swych obowiązków religijnych; dalej aby przyczynić się do większej chwały Bożej w okolicy zupełnie przez protestanckich kolonistów zamieszkałej. Przedkładając niniejszym mój szczery zamiar, proszę uprzejmie o przyjęcie tego do wiadomości, o wyrażenie zgody Kurii i o dalsze wskazówki celem wykonania mojego zamiaru – napisał Franciszek Saskowski w liście z dnia 22 października 1932 r. do Kurii Metropolitalnej.

Na odpowiedź na taką niezwykłą propozycję dziedzic Popowa Ignacewa nie czekał długo. Już bowiem 7 listopada 1932 r. otrzymał list podpisany przez ks. bp Antoniego Laubitza z pozytywna decyzją. Otrzymawszy zgodę, F. Saskowski natychmiast zlecił wykonanie projektu kościoła inż. Stefanowi Cybichowskiemu z Poznania, dyplomowanemu architektowi z którym współpracowała także Kuria Metropolitalna. Projekt wykonany przez inż. Cybichowskiego przewidywał dużą – jak na warunki małej miejscowości – świątynię. Okazałej budowli chciał też sam fundator F. Saskowski, który zapragnął kościoła w stylu barokowym z wysoką wieżą i trzema dzwonami.

Zaprojektowany kościół ma długość 32 metrów i 45 centymetrów, szerokość – 14 metrów, wysokość wieży – 31 metrów i 60 centymetrów, wysokość ścian do dachu – 8 metrów i 50 centymetrów, a wysokość ścian łącznie z dachem to 14 metrów. Wieża została posadowiona na fundamencie żelazo-betonowym sięgającym 2 metry w głąb ziemi. Z kolei mury kościelne spoczywają na płytach betonowych o szerokości 2 metrów.

Konsekracja kościoła pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Popowie Ignacewie odbyła się 21 czerwca 1936 r.

Więcej o zagadkowych okolicznościach budowy świątyni w moich książkach: Skarb Dziedzica i Złoto Dziedzica”.

Trzy ołtarze…
Wchodząc współcześnie do kościoła w Popowie Ignacewie zauważymy trzy ołtarze: główny z obrazem Najświętszego Serca Pana Jezusa, malowany na płótnie, w szczycie którego jest obraz św. Franciszka z Asyżu i dwa boczne z figurami: na jednym św. Antoni z Dzieciątkiem Jezus, a na drugim Matka Boska Niepokalanie Poczęta. Oba ołtarze zaprojektowane zostały przez inż. S. Cybichowskiego i mają formy zmodernizowanego baroku.

Okazuje się jednak, że – w okresie od dnia konsekracji w 1936 r. do zamknięcia kościoła przez Niemców 6 stycznia 1942 r. – w kościele był jeszcze jeden ołtarz! Po prawej stronie chóru, tuż obok wieży znajdowała się kaplica z drewnianym ołtarzem i namalowanym na blasze obrazem św. Józefa! Znajdowała się tutaj również mała figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Dodatkowo ołtarz zdobił masywny krzyż alfenidowy i cztery alfenidowe lichtarze (alfenid zwany także białym metalem jest metalicznym stopem imitującym srebro i nie ulega korozji, określany też jako „nowe srebro”). Zarówno krzyż, jak i lichtarze pochodziły z XIX wieku i powstały we Francji.

Dlaczego zniszczono ołtarz?
Zbierając materiały do książek „Skarb Dziedzica” i „Złoto Dziedzica” ustaliłem, że ołtarz z obrazem św. Józefa został zniszczony przez Niemców gdy kościół – od 25 lipca 1944 r. do końca wojny – służył jako magazyn. Cały czas mnie zastanawia, dlaczego akurat zniszczono ten ołtarz, skoro pozostałe, czyli ołtarz główny i dwa boczne przetrwały…

W książce „Złoto Dziedzica” napisałem: „Sam obraz prawdopodobnie został skradziony przez Niemców, a z ołtarza została tylko mensa, czyli płyta stanowiąca blat tego ołtarza”.

Powtórzę pytanie: dlaczego zniszczono akurat ten ołtarz? Czy Niemcy wiedzieli, że mogły się na nim znajdować wskazówki, gdzie Franciszek Saskowski ukrył kosztowności z pałacu? (o jakie kosztowności chodziło – o tym szerzej „Złocie Dziedzica”).
Nie można tego wykluczyć, zwłaszcza, że zarządzający od 10 września 1939 r., z ramienia niemieckiego okupanta, majątkiem F. Saskowskiego – Erich Schulz pochodzący z Popowa Tomkowego, zamieszkał w pałacu i mógł wejść w posiadanie informacji o ukrywaniu przez dziedzica cennych przedmiotów. Wprawdzie w czerwcu 1941 r. E. Schulz został wysłany na front wschodni, gdzie po dwóch tygodniach zginął, ale swoją wiedzę mógł przekazać komuś innemu.

Za tą tezą przemawiają też wydarzenia z 2013 i 2014 r. gdy do Popowa Ignacewa w okresie letnim przyjeżdżali Niemcy… I to nie w celach turystycznych (szerzej o tym w „Skarbie Dziedzica”).

W ostatnich tygodniach wizyty Niemców w Popowie Ignacewie ponowiły się…

Co się stało obrazem św. Józefa?
Gdy w 2018 r. wydałem książkę „Złoto Dziedzica”, gdzie bardzo szeroko opisałem sekrety i zagadkowe symbole znajdujące się w świątyni w Popowie Ignacewie, byłem przekonany, że obraz św. Józefa – znajdujący się we wspomnianym ołtarzu w bocznej kaplicy – został skradziony przez Niemców. Nikt bowiem ze świadków tamtych wydarzeń, do których dotarłem kilka lat temu, nie wiedział, co tak naprawdę stało się z obrazem…

Tymczasem w ostatnich tygodniach pojawiły się nowe okoliczności, które mogą przemawiać za tym, że obrazu św. Józefa nie ukradli Niemcy, tylko ukryli go… Polacy!

Czy to jest możliwe? Oczywiście! Szczególnie, że w Popowie Ignacewie znane są takie przykłady!

Złota monstrancja ukryta w wychodku!
Najgłośniejszym przykładem jest ukrycie – jeszcze w sierpniu 1939 r. – najcenniejszych przedmiotów, głównie tych srebrnych i złotych znajdujących się na stanie kościoła. W akcję ukrywania wtajemniczył dwie osoby: organistę Antoniego Kwiatkowskiego (rocznik 1919) oraz zarządca majątku F. Saskowskiego – Kazimierz Szczepański (rocznik 1886), który w świątyni pełnił rolę kościelnego.

– Mój ojciec opowiadał mi, jak to wspólnie z Kazimierzem Szczepańskim ukryli w 1939 r. w wychodku znajdującym się za plebanią, złotą monstrancję. Postanowili ją tam ukryć pod koniec sierpnia lub na początku września, gdy Niemcy mieli wejść do wsi. Hitlerowcy jej nie znaleźli i została wydobyta w 1945 roku – opowiada Mieczysław Kwiatkowski (rocznik 1945) ze Stęszewa, syn organisty Antoniego Kwiatkowskiego.

Inne srebrne naczynia liturgiczne A. Kwiatkowski i K. Szczepański poukrywali w sobie tylko znanych miejscach. Dzięki temu przetrwały one wojnę.

Czy podobna sytuacja mogła dotyczyć obrazu św. Józefa? Czy Polacy, gdy kościół został zamknięty (a może wcześniej) mogli ukryć obraz św. Józefa?

Obraz czeka na odkrycie?
Od 1 lipca 2019 r. parafia w Popowie Ignacewie ma nowego proboszcza ks. Krzysztofa Kawalerskiego, który jest bardzo życzliwym proboszczem, chętnym do współpracy (o czym można przeczytać tutaj). I właśnie ks. Krzysztof, podczas mojej jednej z wizyt na plebanii poinformował mnie, że… odnalazł ramę od obrazu św. Józefa (z ks. Krzysztofem wiele razy rozmawiałem o historii kościoła).

Nie ukrywam, że ta informacja była dla mnie jak grom z jasnego nieba! Może bowiem oznaczać, że Niemcy nie ukradli obrazu św. Józefa, tylko po prostu ukryli go przez okupantem Polacy.

I tutaj pojawia się pytanie: dlaczego, jeśli ukryli go Polacy – nie oddano do kościoła po zakończeniu II wojny światowej, jak to się zdarzyło w przypadku monstrancji?

Na to pytanie jest kilka odpowiedzi: być może osoba (lub osoby), które ukrywały obraz, nie przeżyły wojny, a nikt inny nie znał lokalizacji skrytki, i po prostu obraz do dzisiaj czeka na odkrycie.

Mogło być też i tak, że depozytariusze obrazu uznali, że obraz jest na tyle cenny (nigdzie nie ma informacji o pochodzeniu obrazu, jego autorze czy też o jego wartości), że przekazanie go do kościoła w okresie powojennym (gdy dookoła było pełno szabrowników) może spowodować, iż zostanie on skradziony. Stąd mogli podjąć decyzję, że pozostanie on w ukryciu… W późniejszych latach mogli umrzeć, nie przekazując nikomu informacji o miejscu ukrycia.

Ale może być też i taka wersja, że obraz został ukryty, a po wojnie osoby, które go schowały, zamiast go oddać do świątyni, po prostu go sobie przywłaszczyły. Może do dzisiaj w którymś z mieszkań w Polsce ten obraz się znajduje, szczególnie, że po II wojnie światowej wielu mieszkańców tej okolicy wyjechało w różne strony Polski…

Żadnej z tych wersji nie możemy wykluczyć. Pozostaje nam czekać… Może kiedyś – jeśli obraz do dzisiaj spoczywa w skrytce – przez przypadek ktoś na niego trafi… A może kogoś ruszy sumienie i któregoś dnia zjawi się na plebanii z obrazem św. Józefa… Niczego nie możemy wykluczyć… Zapewne życie już wkrótce napisze nam ten scenariusz…

Wiele osób mnie pyta: czy świątynia w Popowie Ignacewie kryje do dzisiaj tajemnice? Odpowiadam: znając zamiłowania fundatora kościoła Franciszka Saskowskiego nie można wykluczyć, że w przyszłości kościół lub jego otoczenie zaskoczy nas ciekawymi odkryciami… Pewne znaki znajdujące się wewnątrz świątyni cały czas są jak „listy zamknięte w butelce…”

Więcej na ten temat w moich książkach: „Skarb Dziedzica” i „Złoto Dziedzica”.

Karol Soberski