Tajemnicza czaszka. Sekret rozwiązany?

Każdy kontynent, prawie każdy kraj ma swoją „tajemniczą czaszkę”. Takową też ma nasz region… Pierwszy raz trafiłem na nią w 2004 roku przy okazji poszukiwań świadków i informacji o mordowaniu w czasie II wojny światowej pacjentów szpitala „Dziekanka” w Gnieźnie. Na dziennikarski apel zgłosiło się wówczas do mnie wiele osób, które dysponowały różnymi relacjami. Tak też trafiłem na czaszkę, której trop rozpoczął się w Łabiszynku….

Tak było w 2004 roku….
O czaszce pierwszą informację napisałem w tygodniku „Wiadomości Gnieźnieńskie” (numer z dnia 14 października 2004 roku). Zaglądając do archiwalnego wydanie tego numeru czytam: „Szukając bezpośrednich i pośrednich świadków zdarzeń z 1942 roku, które rozegrały się w nowaszyckich lasach, dotarliśmy do pani Reginy Jarzembowskiej. Syn pani Reginy zadzwonił do naszej redakcji po pierwszej publikacji na temat mogił koło Mielna. Spotkaliśmy się z panią Reginą, która powiedziała nam, że jej dziadek, nieżyjący już Walerian Bubacz, gdy ona miała 10 lat opowiadał jej o zdarzeniach w nowaszyckich lasach. Pani Regina poinformowała nas także, że w jednej z gnieźnieńskich szkół znajduje się czaszka z otworem po kuli, którą znaleziono w nowaszyckich lasach. Jednakże pani Regina dodała, że po naszej pierwszej publikacji, owa czaszka zniknęła”

Pojawiło się wówczas pytanie, czy ta czaszka ma coś wspólnego z mogiłami? A mogła mieć, jeśli się weźmie pod uwagę wspomnienia Sylwestra Walkowiaka z Mielna (rocznik 1924), który był naocznym świadkiem wydarzeń w lasach nowaszyckich: – Widziałem przyjeżdżające samochody, które przez trzy-cztery dni przywoziły ludzkie zwłoki, które składano do 4 lub 5 dołów. Te samochody były szczelnie kryte plandekami (auta były tak skonstruowane, że spaliny dostawały się do środka i w ten sposób zabijano chorych już przed przybyciem na miejsce kaźni – dop. red). Czasami było słychać pojedyncze strzały, tak jakby dobijali tych, którzy jeszcze żyli.

Idąc dalej tropem tej czaszki, dowiedzieliśmy się, że znajduje się ona w szkole przy ul. Pocztowej w Gnieźnie. Pojechaliśmy do tej placówki i spotkaliśmy się z pewną nauczycielką, która opowiedziała nam historię czaszki. – To był koniec lat 70. lub początek 80., gdy zaapelowałam do uczniów, by postarali się dostarczyć do szkoły na lekcje biologii jakieś pomoce naukowe. I wówczas, ku mojemu zaskoczeniu, uczniowie dojeżdżający do nas z Mielna i Dębłowa Królewskiego przynieśli mi przestrzeloną czaszkę. Uczniowie ci twierdzili, iż znaleźli ją w nowaszyckich lasach. Czaszka ta była bez żuchwy i wedle mojej oceny należał do około 20-letniej osoby. Nic więcej w tym temacie nie wiem – mówiła wówczas nasza rozmówczyni.

Do kogo faktycznie należała ta czaszka i czy pochodzi ona z mogił z nowaszyckich lasach, o tym musiałyby zdecydować specjalistyczne badania. Jednakże fakt, iż dostarczyli ją uczniowie pochodzący z Mielna i Dębłowa, może wskazywać, że czaszka pochodzi z miejsca zbrodni.

Tak jest dzisiaj…
Po wielu latach historia zatoczyła koło i ponownie trafiliśmy na… czaszkę o której napisałem w 2004 roku. I dzisiaj wiemy o niej już znacznie więcej. Po pierwsze, okazało się, że czaszka, którą pokazano nam w szkole w 2004 r. nie była tą czaszką, o której powiedziała nam Pani Regina. Ta właściwa, można rzec oryginalna czaszka, którą uczniowie przynieśli na przełomie lat 70. i 80. do szkoły już wówczas znajdowała się w posiadaniu zupełnie kogoś innego.

Osoba ta zdecydowała się obecnie udostępnić tę czaszkę do specjalistycznych badań i czaszka trafiła do Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy (w tym miejscu za ogromną pomoc w tym zakresie dziękuję Arturowi Wardęckiemu), gdzie zbadali ją antropolodzy. Informacje od nich uzyskane były dla mnie ogromnym zaskoczeniem!

Okazało się, że – na 99 procent – czaszka należała do dziewczyny w wieku 18 – 20 lat, a jej ciało spoczywało w trumnie, na co wskazywały ślady po materiale i na głębokości mniejszej niż jeden metr. Dalej wiemy, że osoba ta zmarła w sposób naturalny i została pochowana na początku XX wieku. Dodatkowo dowiedzieliśmy się, że na oczach i ustach miała ułożone monety, których ślady odkryto.

Mnie jednak najbardziej interesował otwór, który wydawał się być otworem po kuli. Okazało się, że jest zupełnie inaczej! Według antropologów nie było to miejsce po kuli, ani po żadnym innym przedmiocie, tylko było naturalnym defektem czaszki z którym ta dziewczyna mogła żyć! Tyle z badań czaszki.

Skąd pochodzi czaszka?
Takie wyniki jednoznacznie odrzucają teorię, że czaszka pochodzi od ofiary mordu w lasach nowaszyckich, ale nie można wykluczyć, że faktycznie znaleziono ją w tychże lasach, ponieważ do dzisiaj jest tam wiele poewangelickich cmentarzy z XIX i XX wieku.

Nasuwa się natomiast wiele pytań: jeśli czaszka została dostarczona przez uczniów dojeżdżających do Gniezna z Mielna i Dębłowa Królewskiego, czy to oznacza, że pochodziła z tamtych stron? Jeśli tak, to skąd została wydobyta? Czy czaszkę wyciągnięto z jednego z wielu grobów lub grobowców znajdujących się w tamtych okolicach? Czy też czaszkę wydobyto może podczas wielu prac ziemnych dokonywanych w tamtych stronach? A może czaszka została znaleziona w zupełnie innej części naszego regionu? Pytań jest wiele….

Na razie nie znam odpowiedzi na te pytania, stąd mój apel do mieszkańców Mielna i Dębłowa Królewskiego: jeśli znają Państwo osoby, które taką czaszkę na przełomie lat 70. i 80. dostarczyły do szkoły przy ul. Pocztowej, lub znają historię odnalezienia tej czaszki, proszę o kontakt. Zapewniam anonimowość.

Karol Soberski